dr inż. Feliks Stalony-Dobrzański

Lincz moralny na Podsądnym i Ministrze

Tak zwana sprawa Anusza odbiła się głośnym echem w całycm kraju. Nie było chyba satcji telewizyjnej czy radiowej, których dziennikarze nie dyskutowaliby nad decyzją Ministra Edukacji Narodowej dotycząca tej właśnie sprawy. Zdanie swoje, potępiające tą decyzję, wydało grono rektorów uczelni polskich. Takie też mniej więcej były głosy w mediach. Tymczasem do Redkacji naszej dotarł list dr. inż. Feliksa Stlonego-Dobrzańskiego, który chyba kontrastuje z ogólnie panującą opinią, dlatego pozwalamy sobie zaprezentować go poniżej, licząc się z tym, że może on wywołać następną falę dyskusji, ale uważamy, że warto prezentowac opinię ludzi, którzy sądzą inaczej niż ogół.

Redakcja

Zastanawia mnie skala emocji wokół tzw. sprawy Anusza.

Powszechnie osąd jest taki; plagiat udowodniony - szwindel jasny, Minister go broni - znaczy Minister dwuznaczny etycznie. I jeszcze wpycha sprawy polityki do Nauki. Niedopuszczalne.

Lincz moralny. I to wykonywany rękami Tych co daliby się pokrajać, że są i rozsądni i - sprawiedliwi.

I. Czy plagiat?

Jeszcze do końca formalnie sprawa nie jest dokończona. Gdyby sprawa była prosta i jasna, a także oczywista, nawet biorąc pod uwagę opieszałość Sądów, myślę, że byłaby już rozstrzygnięta. To nie jest ani rok ani dwa. Najważniejsze, że nie jest rozstrzygnięta - i to jest FAKT.

Poza tym, gdzie położyć kreskę pomiędzy wkładem własnym dyplomanta, czy wkładem w kształt pracy promotora lub współpracownika - kolegi? Co jest tu plagiatem? Łatwe to do prostego wyroku? Dodajmy do tego pracę koncepcyjną i czasem nawet i badania wykonane np. rękami promotora - w naszych dyscyplinach choćby ze względu na aparaturę.

I co wtedy? Publikacja własnych myśli - jest plagiatem? Czy może wszystko należałoby pisać na wołowej skórze.

Nie jest to więc to takie proste i oczywiste. Nie lubię względności wszystkiego. Niemniej i druga krańcowość - osąd przed proceduralnym wyrokiem końcowym mało ma wspólnego ze sprawiedliwością.

Póki przewód sądowy trwa, a przecież trwa, działania egzekucyjne są niewątpliwym linczem. Tym się brzydzę i tu rozumiem Ministra. Powiedzmy nawet, dla prostoty wywodu, że plagiat jest tu niewątpliwym faktem i naprawdę już przesądzonym.

II. Tytuł naukowy nie jest, i nie może być przyznawany w trybie administracyjnym.

Może przez 50 lat wszyscy z tą myślą byli oswajani, tak bywało w ścisłej łączności z ówczesnym KW czy KC, ale czy wszyscy musieli myśl tą już przyjąć za swoją? No to: czy widzimy tą kolejkę Magistrów, Doktorów i Profesorów - do zdjęcia od zaraz? Naprawdę nie widzimy? Hejże!

Tak naprawdę za każdym tytułem stoi, z litery i istoty prawa, bezpośrednio nie decyzja Urzędnika, a opinia trójki ludzi, i - co jest nie do zaniedbania - cały indeks. Nie tylko przedstawiona praca, lecz przede wszystkim jej obrona i egzaminy - z dyplomowym włącznie. Pytanie: jak ten Pan stał się magistrem - a stał się i wcale nie twierdził, że jest magistrem, nim nie będąc, dotyczy więc opinii promotora i recenzenta. Komisja widać też nie miała wątpliwości, że dyplomant zna temat nie tylko pracy ale i swego fachu. Jeśli zaś tak oczywisty byłby plagiat - to co za Promotor, co robił Recenzent? Ważne i fundamentalne to pytania. Nie tylko dla jednego przypadku Pana Anusza.

Głęboko widać nastąpiła erozja pojęć podstawowych skoro i Pan Rektor, ba! Senat (też zresztą tytulanci) w tą uliczkę wpadli i jakoś nie mieli widać wątpliwości, że Dyplom to jest coś nadanego jak materia, ziemia powiedzmy, czy przydzielony (pamiętamy?) samochód i można tak sobie - uchwałą - tę "rzecz" odebrać. Poważni ludzie, a nie widzą różnicy pomiędzy decyzją administracyjną, a wynikiem przewodu na stopień naukowy. No to po co byli i jacy byli - powtarzam - Ci uszlachetniacze - recenzenci, z promotorem na czele - i pytam gdzie byli? Nie warto by było i Ich, tych onegdaj decydujących, zapytać o zdanie, lub i Im co? - odbierać w trybie decyzji administracyjnych - tytuły i uprawnienia? Absurd gołym okiem widoczny.

Potrzebny byłby anty-przewód i to nie sądowy - a naukowy właśnie.

Tu, jak sądzę, warto zastanowić się nad ruchem Ministra, który jak teraz widać, ratuje powagę Senatu i Rektora, co to wystrzelili, a nie nabili. Jeśli ktoś chce, to dopiero potem może dawać się wypuszczać na uczestnictwo w chórze tych, którzy o życiu akademickim pojęcia nie mają i przyzwyczaili się, że dyplom to przyznana synekura, a Senat to taka egzekutywa.

Kompletnym już świństwem moralnym jest wiązanie na dodatek sprawy z przynależnością partyjno - polityczną, czy terror, że każde inne zdanie niż kolportowane pocztą pantoflową jest obroną Ministra dla samej obrony. Tu już się nie da nic nikomu nie udowodnić. Działają prawa tłumu i tłuszczy.

Ze sprawy Anusza bardziej wychodzi mi jak widać smutna refleksja nad rozmiękczeniem zdrowego rozsądku niż lincz na Podsądnym i - przy okazji też i na Ministrze. Niewygodnym podkreślmy, jak dla niektórych, Ministrze, który ideologię Pana Wiatra ze szkół chce wystawić tam gdzie jej miejsce.

To może i o to chodzi, że jawnie ten człowiek chce właśnie postawić nadawanie tytułów w postępowaniu dokładnie akademickim i trybie akademickim. Pamiętajmy też dla porządku i przykładu, że PAU to było elitarne - ale towarzystwo - a nie Akademia.

Jak już jesteśmy przy tym temacie. Jakoś nikomu nie przeszkadzają tytuły profesorskie utrwalaczy, którzy więcej z Sekretarzami niż z eksperymentem czy dochodzeniem naukowym mieli do czynienia. Nie mówię już nawet o takich, co to jeszcze w latach osiemdziesiątych pisali o przenikliwej myśli Engelsa, by w dziesięć lat później tokować o spuściźnie totalitaryzmu. AUTENTYK. To jakoś w tytułach nikomu nie przeszkadza.

Gdzież tu zdrowy rozsądek naukowców i gdzie samodzielność, a nie stadność myślenia. Może jednak przed wyrokami warto się zastanowić. I to wbrew utartym, a stadnym schematom.

Od kogo jak kogo, ale od środowiska naukowego można chyba oczekiwać analizy problemu i racjonalnych, a nie stadnych reakcji czy wyroków zaocznych. Ja zaś to, co wydaje mi się być dość oczywiste piszę, niezależnie od tego kto jest na stołku.

To, że jest to nasz ex Rektor tyle tylko spowodowało, że tekst powstał nie na gorąco, a z takim opóźnieniem.

Kraków 15.03.99.