Dr hab. Zbigniew T. Dworak profesor Akademii Górniczo Hutniczej - pisarz futurysta

Tekst dostarczył: Dr hab. inż. Ryszard Hycner

Zdjęcia ze zbiorów prof. Zbigniewa Dworaka

W kolejnym odcinku z cyklu "Geodezja to (nie tylko) miernicka nauka", poświęconego innym niż naukowe osiągnięciom pracowników i studentów Wydziału Geodezji Górniczej i Inżynierii Środowiska naszej Uczelni, chciałbym tym razem przedstawić Państwu Dr hab. Zbigniewa T. Dworaka - profesora AGH, astronoma i fizyka, specjalisty w dziedzinie inżynierii środowiska, zwłaszcza w zakresie ochrony powietrza, niestrudzonego popularyzatora wiedzy naukowej, a także pisarza literatury science fiction. Ta ostatnia działalność szczególnie zasługuje na wielkie uznanie. Profesor Dworak, pomimo młodego jeszcze wieku, jest już bowiem dobrze znany szerokiemu ogółowi czytelników, miłośników tego rodzaju twórczości literackiej. Opublikował on bowiem wiele opowiadań ze wspomnianego gatunku, głównie w dwóch zbiorach "Jana Ciągwy władza nad materią" (współautor R. Danak) i w antologii "Spotkanie w przestworzach 1". Publikował także utwory fantastyczno-naukowe w wielu czasopismach i antologiach. Ponadto wspólnie z żoną Walentyną przetłumaczył utwory Wołodymira Sawczenki, wydane przez Wydawnictwo Literackie pod wspólnym tytułem "Retronauci" oraz napisał posłowie do powieści science fiction Romana Danaka pt. "Sotnie Łysego Iwanki". Kilka opowiadań prof. Dworaka przetłumaczono na języki obce. Dzieła bohatera naszego dzisiejszego odcinka pełne są oryginalności i fantazji, osadzonej jednak w realiach. Wynika to przede wszystkim z głębokiej wiedzy Autora w wielu dziedzinach nauki. W tych opowiadaniach można znaleźć także lekko uchwytny erotyzm i aluzje polityczne. Te ostatnie, pomimo że zawarte przeważnie w dawnych opowiadaniach, nie straciły obecnie nic ze swej aktualności Opowiadania przetykane są także nutą autobiografii połączonej z ironią do otaczającej nas rzeczywistości Autor bowiem, jako doskonały obserwator, potrafi znakomicie wychwycić wszelkie ułomności tego świata transponując je do sfery fantazji. Wszystko to sprawia, że twórczość literacka prof. Dworaka jest łatwa i przyjemna w odbiorze niosąc ze sobą jednocześnie duży ładunek rozrywki i poważnej wiedzy. Gorąco polecam Czytelnikom dzieła prof. Dworaka wierząc, że znajdzie w nich jako nie tylko naukową fantazję, humor sytuacyjny i cięty dowcip ale także poważniejsze rozważania zahaczające o psychoanalizę zjawisk społecznych.

Posłuchajmy jednak co sam o sobie mówi bohater naszego cyklu.

"Po ukończeniu studiów w 1961 r. na Wydziale Matematyczno-Fizyczno-Chemicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, na kierunku astronomia, podjąłem dalsze studia na kierunku fizyka. W 1964 roku zostałem skierowany na studia w dziedzinie geofizyki, specjalność - fizyka atmosfery, w Państwowym Uniwersytecie Moskiewskim im. Michała Łomonosowa. Po ukończeniu studiów w 1968 r. podjąłem pracę w Obserwatorium Astronomicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie zajmując się głównie gwiazdami zmiennymi, a także... nadawaniem sygnału czasu o godzinie 12 w południe. Z powodu reorganizacji Obserwatorium Astronomicznego UJ przeszedłem w 1976 roku do pracy w Zakładzie Meteorologii Kosmicznej IMGW w Krakowie, gdzie zajmowałem się interpretacją wielospektralnych zobrazowań satelitarnych Ziemi oraz określaniem zawartości aerozoli w atmosferze metodami teledetekcyjnymi. Brałem także udział w pracach nad skonstruowaniem lidaru pyłowego LIMZ-1, przeprowadzaniu pomiarów za jego pomocą, opracowaniu projektu lidaru dalekiego zasięgu oraz radiometru dwukanałowego. Od początku 1981 roku - na zaproszenie Dyrekcji Instytutu Kształtowania i Ochrony Środowiska Wydziału Geodezji Górniczej AGH - podjąłem w nim pracę jako specjalista z dziedziny fizyki atmosfery prowadząc zajęcia na studiach stacjonarnych, doktoranckich, podyplomowych i zaocznych kontynuując również badania nad jakością powietrza atmosferycznego i rozwijając metody monitoringu środowiska oraz metody teledetekcyjne. W dalszym ciągu zajmowałem się także pracami astrofizycznymi zgłaszając, między innymi, wraz z dr Eduardem Oblakiem z Obserwatorium Astronomicznego w Besanon we Francji, program obserwacji najbliższych układów zaćmieniowych do projektu satelity astrometryczno-geodezyjnego HIPPARCOS, który to program został już przez ESA zrealizowany".

Tyle prof. Dworak skromnie o sobie. Ja zaś dodam, że jest on poza tym niestrudzonym popularyzatorem wiedzy astronomicznej (czasopismo "Urania"), autorem i współautorem 8 książek popularnonaukowych, 150 publikacji przeglądowych i popularnonaukowych, recenzentem 85 książek naukowych i popularnonaukowych, a także tłumaczem wielu zagranicznych publikacji i książek popularnonaukowych. Jest laureatem wielu nagród i wyróżnień za osiągnięcia popularyzatorskie.

Na koniec wspomnę, że prof. Dworak jest członkiem World Science Fiction, elitarnego klubu autorów literatury fantastyczno-naukowej. I choć wszystkie jego dzieła z tego obszaru twórczości zasługują na uwagę, chciałbym dziś Państwu zaprezentować jedną małą perełkę literacką pt. "Reguła redukcji" z tomiku opowiadań "Śmierć higieniczna". Zostawiam Państwa sam na sam z twórczością prof. Dworaka, jego wyobraźnią, wiedzą i talentem.

dr hab. inż. Ryszard Hycner
Prodziekan d/s Dydaktyki
Wydziału Geodezji Górniczej i Inżynierii Środowiska

Zbigniew Dworak

Reguła Redukcji

Już dawno nie obserwowano takiej burzy umysłów, zaciętych polemik i sporów, jakie wywołała ogłoszona ostatnio Reguła Redukcji Probabilistycznej, w skrócie zwana RRP. Rozmiarami, zasięgiem i gwałtownością reakcji można ją porównać jedynie do słynnego niegdyś w mechanice kwantowej problemu komutatywności operacji i wynikłego na jego tle sporu, czy ptaszkowanie daszka równa się daszkowaniu ptaszka.

Jako się rzekło, zgiełk wokół Reguły Redukcji Probabilistycznej przeszedł wszelkie wyobrażenia i rozprzestrzenił się z prędkością podświetlną na obszary pozagalaktyczne wywołując tylko niezdrową sensację. Małoż było polemik - doszło niebawem i do bluźnierstw i klątw rzucanych na opornych w przejmowaniu RRP. Zaś ortodoksyjni wyznawcy RRP negowali wręcz cały dorobek myśli ludzkiej w dziedzinie poznawania Wszechświata jako takiego a nie innego!

Niezaangażowani, którzy ani myśleli rzucać się w odmęty zamętu wywołanego wyniknięciem RRP (uważając to za niegodne prawdziwego badacza Uniwersum), komentowali mimochodem to nowe ,uczenie": zaiste - powiadali - coś w tym tkwi poza tym, jednakowóż korzyści praktycznych z tego niewiele; to znaczy dla przypadków mało licznej populacji obiektów dowolnego rzędu otrzymywane rezultaty zastosowania RRP nie wnosiły niczego nowego w porównaniu ze starymi, wypróbowanymi metodami działania i badania. Natomiast w przypadkach, których RRP mogłaby zdać egzamin, ilość badanych obiektów bywała tak ogromna, że do przeprowadzenia koniecznych operacji niezbędny stawał się komputer dorównujący rozmiarami przeciętnej galaktyce eliptycznej, podczas gdy inne podejścia na prostej drodze dawały wcale zadowalające wyniki i - co najważniejsze - nie prowadziły do nużącego zamętu. Co innego - mówili znawcy - zwątpienie umysłu, a już zupełnie co innego - zmącenie umysłu, dając tym samym poznać, że odcinają się zdecydowanie od zwalczających się nawzajem stron - zarówno od wyznawców RRP, jak i od jej przeciwników.

Nie warto byłoby o historii RRP wspominać, jeśli by jej zasięg a także spór o niekompetencje ograniczał się jedynie do obszaru działalności poznawczej istot myślących Niestety, polemiki rychło przestały być hermetyczne i wywołały przewrotne zainteresowanie Regułą u istot niemyślących co stało się - w głównej mierze - za przyczyną nadgorliwych neofitów oświeconych w RRP, a także z winy Antymądryty Pierwszego RRP.

Jęła tedy Reguła Redukcji Probabilistycznej święcić niewesołe triumfy w najrozmaitszych dziedzinach działalności ludzkiej i nieludzkiej coraz bardziej rozprzestrzeniając się, z prędkością przyświetlną, również na odległe rejony pozagalaktyczne. Ponieważ centralnym jądrem Reguły, sformułowanej przez Antymądrytę Pierwszego, było zagadnienie, czy wariacja kratek równa się kratkowaniu wariatów (stąd właśnie analogia do daszkowania ptaszka i ptaszkowania daszka), nic więc dziwnego, iż poniektórzy nader opacznie zrozumieli ideę nowego "uczenia" i zgoła niewłaściwie zaczęli ją stosować w najprzeróżniejszych okolicznościach powiększając tym samym dostatecznie już mętne zamieszanie.

Z opóźnieniem lorentzowskim dotarły na przykład wieści, że pewien władca położonego na kresach Galaktyki układu planetarnego (którego nazwa już dawno uległa zapomnieniu), przeczytawszy w lokalnej popołudniówce "Echa Kosmosu" krótka notatkę o problemie wariowania kratek i kratkowania wariatów, po swojemu zrozumiał naczelna ideę RRP. Nakazał więc bezzwłocznie połowę mieszkańców owego układu zamknąć za... kratkami, zaś drugą połowę zmusił do noszenia jednolitego, kraciastego ubrania i dumnie odtąd twierdził, że zredukował podwładną mu społeczność do dwóch grup wedle zaleceń Reguły.

Największa jednak przygoda spotkała Regułę Redukcji na dalekiej planecie o dźwięcznej nazwie Albarossa, położonej w sławetnej galaktyce spiralnej widocznej w gwiazdozbiorze Psów Gończych.

Na planecie tej niespodziewanie obowiązywała zasada "wielcy złodzieje małe wieszą", zawleczona tam ongiś z odległego Hryzostanu. Rządził planetą Albarossa Tyran Torqer, który zwykł się był wyręczać w sprawowaniu władzy Dyktatorem Departamentu Gwałtomatyki i Dezinformacji, co miało z reguły fatalne następstwa dla wszystkich, ponieważ Dyktator, jako specjalista w dziedzinie teorii gier nieludzkich, potrafił bezczelnie wprowadzać w błąd nawet Tyrana sypiąc mu w oczy pył kosmiczny. Było to ulubione zajęcie Dyktatora oprócz kilku jeszcze innych, równie wyjątkowo odrażających. To on, wspólnie z oddanym mu w pacht bezprawnikiem oraz dwoma zausznikami, wprowadził powszechny - w oparciu o zasadę zawleczoną z Hryzostanu przepis, zgodnie z którym nagradzano dopuszczających się wszelkiego rodzaju łajdactw i matactw, zaś karano tych, którzy brali w obronę pokrzywdzonych bądź rodzinę.

Dyktator Departamentu Gwałtomatyki i Dezinformacji - Azo Myliciel - nawłóczyciel akademicki, onże zjadacz gwiazd, rozprawiał się podstępnie również z oddanymi mu podistotami niemyślącymi, otaczając go kupionymi, lecz bezdusznymi automatami, które osobiście programował.

Azo Myliciel najchętniej urzędował w gmachu zwanym potocznie Copulatorium Maius, gdzie - jak twierdził - przeprowadzał życiowo ważne eksperymenty. "Chodzi bowiem o to - mawiał - żeby osiągnąć ograniczenie populacji nie ograniczając w niczym kopulacji". Będąc niezrównanym erudytą, a w dodatku obdarzony czarownym barytonem, potrafił zjednywać dla swoich eksperymentów niezliczone rzesze młodych kandydatek do wyższego wtajemniczenia, lecz zawsze tak jakoś się składało, że zamiast wyzwolenia następowało rozwiązanie i eksperyment należało oczywiście przeprowadzić od nowa - zgodnie z zasadą dziesięciu tysięcy prób jednostkowych.

I oto Azo Myliciel dowiedział się, nie bardzo wiem skąd, o sławetnej Regule Redukcji (niektórzy utrzymują, że Azo Myliciel i Antymądryta Pierwszy RRP to jedna i ta sama osoba!). Od razu też docenił on i zrozumiał, jak wielkie może Reguła oddać usługi planecie Albarossa, a zwłaszcza Departamentowi Gwałtomatyki i Dezinformacji. Przemyślawszy dokładnie wszystko udał się do Tyrana Torqera i wyjawił mu w wielkim sekrecie, jaki to wspaniały plan postępowania zwierzchności ułożył w oparciu o RRP. Wtajemniczając tak Tyrana sypał mu pyłem kosmicznym w oczy, toteż ten przystał bez większego nawet wahania na perfidny plan swego zastępcy, a może już następcy.

Jakoż zaczęły się dziać na planecie Albarossa przedziwne rzeczy, których logiki nie nikt mógł odgadnąć. Cel również pozostawał niejasny - przy zachowaniu wszelkich pozorów praworządności nastały dla mieszkańców Albarossy sądne dni. Oficjalnie i w imieniu Tyrana Dyktator wygłaszał coraz to wznioślejsze i płomienne mowy, w których przewijał się jeden i ten sam motyw: rękojmią postępu jest bezwarunkowe przyjęcie RRP, zwłaszcza w nowej polityce demograficznej. Natomiast prywatnie Azo Myliciel urządzał wyrafinowane kosmorgie, podczas których rozwiąźle oświadczał, że pracować w ogóle nie warto i tylko upić się warto ekstrahując w tym celu obłoki międzygwiazdowego C2H5OH. Nazajutrz po każdej takiej imprezie rozpoczynała się jego ulubiona gra bez reguł - nazywana też osiąganiem horyzontu torsyjnego - której ofiarami padali zarówno ci, co byli krytycznie nastawieni do poczynań Dyktatora, jak też i najbliżsi jego współpracownicy, zaś neutralni bywali pozostawieni własnemu losowi. W praktyce oznaczało to, iż neutralni z powodu obłożenia ich obowiązkami ponad wszelką wytrzymałość bardzo szybko tracili rozsądek albo nawet życie.

Z wolna trwożny słuch o RRP popełznął po całej planecie wzburzając umysły. Wtedy to rozpoczęły się tajemnicze zniknięcia- dziwnym zbiegiem okoliczności głównie malkontentów - a jednocześnie wzrastał entuzjazm podistot niemyślących urzeczonych gładką wymowa Azo Myliciela. Wkrótce całe społeczeństwo Albarossy, a zwłaszcza stołecznej Oasterii, było dokładnie skłócone między sobą i w nieopisanym chaosie jaki nastąpił, Dyktator jął realizować drugą część swojego niecnego planu. Efekty jego poczynań zaniepokoiły nawet Tyrana Torqera, który zażądał wyjaśnień Lecz nie na darmo Azo Myliciel był specjalistą od teorii gier nieludzkich i nie bez powodu był Dyktatorem takiego a nie innego Departamentu! Dezinformując i tłamsząc (czyli gwałcąc) świadomość Tyrana wytrącał go coraz bardziej z rzeczywistości z mefistofelesowską przebiegłością umacniał Torqera w przekonaniu, iż tylko oni dwaj - jak każe RRP- są panami sytuacji i tylko oni wiedzą, ku czemu zmierzają.

"Takich trzech jak my dwaj, nie ma ani jednego!" - zwykł mawiać Dyktator Tyranowi.

Niszczył też Dyktator swoich przyjaciół, a ze szczególnym upodobaniem tych, którzy do końca pozostawali wierni odtłumaczając na wszelkie możliwe i niemożliwe sposoby jego postępowanie. Dwóm najbliższym zausznikom nadał nawet stosowne przydomki, lecz i to nie zmusiło ich do zrewidowania poglądów.

Kiedy tak Azo Myliciel sukcesywnie wprowadzał w życie program obłędu w kratkę, rozproszeni opozycjoniści zjednoczyli swe siły i zniecierpliwieni bezprzykładnym naigrawaniem się Dyktatora oraz Tyrana z ogólnie przyjętych norm społecznych i praw kosmicznych postanowili dać stanowczy odpór, czyli wycisk. Na nic zdały się próby powaśnienia i rozbicia jedności opozycjonistów. Nieobyci z towarzystwem Dyktatora szybko teraz dochodzili do obycia, czar pryskał i nie zwlekając coraz to nowi ,przebudzeni" wzmacniali siły opozycjonistów. Szerzona przez Azo Myliciela dezinformacja przestała odnosić skutek - zadziałało zjawisko przeskoku. I wtedy dopiero wyszła na jaw perfidia i hipokryzja Dyktatora. Azo Myliciel czując się zagrożony usiłował jeszcze powtórzyć bezwiednie manewr bezimiennego władcy układu planetarnego bez nazwy, czyli pół na pół zakratkować społeczeństwo Albarossy. Jego zamiar nie został jednak ostatecznie zrealizowany, ponieważ dotarły wreszcie do Tyrana Torqera - po pamiętnym złamaniu blokady informacji - prawdziwe wieści o sytuacji na planecie.

Okazało się wówczas, ku ogromnemu zaskoczeniu wszystkich, że skrót RRP wykłada się jakoÉ Reguła Redukcji Personalnej. Jedynie Tyran udawał zdziwienie, lecz zmienił się na twarzy nie do poznania, kiedy dowiedział się, że rytualna formułka "redukcja do dwóch osobników" nie obejmowała w danym przypadku jego samego. Tak więc korzystając z usług bezprawnika i sypiąc pyłem kosmicznym w oczy Tyranowi, Azo Myliciel bliski był już wyprowadzenia go w pole bezgrawitacyjne i pozostawienia tam aż po zagaśnięcie gwiazd w stanie nieważkości.

W zaistniałej sytuacji opozycjoniści zajęli bez trudu stołeczną Oasterię. Zrezygnowany Tyran nie protestował przeżywając gorycz upokorzenia. Niestety, nie udało się pojmać Dyktatora. Jego Departament był ciemny, pusty i głuchy. Nie udało się też ustalić, kim miała być ta druga osoba, do której odnosiła się rytualna formułka RRP. W opuszczonym Departamencie natknięto się natomiast na wiele interesujących dokumentów, których Dyktator nie zdążył zniszczyć. Znaleziono między innymi klarownie wyłożoną Regułę Redukcji Personalnej wraz z komentarzem bezprawnika odnośnie sposobów jej realizacji. Obok znajdowały się załączniki - stos jednakowo brzmiących donosów, do których wystarczyło tylko wpisać nazwisko. Część blankietów była zresztą wypełniona. Zaznajomiwszy się z nimi Tyran Torqer dostał wysokiej gorączki i poważnie zaniemógł.

Dotarło też do planów likwidacji Oasterii, a właściwie całkowitego jej przekształcenia i podporządkowania Departamentowi Gwałtomatyki i Dezinformacji. Nowy kształt tego, co miało pozostać z Oasterii, oparty był oczywiście na planie kratownicy, która aż zadziwiała swoją regularnością

Najbardziej sensacyjnego odkrycia dokonano w jednym z pawilonów Departamentu, znajdującym się nieopodal Copulatorium Maius. Pawilon zapełniony był po sufitÉ damskimi piżamami w różnobarwna kratkę. Wtedy to ktoś z opozycjonistów wyrzekł wielce znamienne słowa: ,a czy zauważyliście, kogo z reguły redukowano, a kto pozostał? - i nagle wszyscy odczuli straszliwa perwersję kryjącą się w stosowanej przez Dyktatora Regule Redukcji Personalnej dla celów nowej polityki demograficznej. ,Zaiste, potwornym troglodytą on był" stwierdzili z wielkim niesmakiem. Jedynie wierni zausznicy jak dawniej usiłowali bronić Azo Myliciela: ,Ależ, obywatele demonizujecie tylko Dyktatora, to wcale niepodobna, żeby on do czegoś takiego zmierzał". Na szczęście nikt już nie zważał na ich słowa, ponieważ to, w co chciał zamienić Albarossę ów zjadacz gwiazd, urągało wszelkiej etyce i rozumowi, tak iż wzdragamy się opowiedzieć nawet o tymÉ

Dyktator zaginął bez wieści. Krążą pogłoski, że został uratowany przez młoda sylfidę z Rurytanii pilotująca rakietę fotonową międzygalaktycznego zasięgu. Podobno udał się do dalekiego Hryzostanu.