prof. Zbigniew Łucki

Proszę... nie mówmy "technologia" na technikę!

Z wielką falą amerykańskiej kultury, która nas zalewa wszystkimi kanałami (nie tylko telewizyjnymi) - w tak intensywny i niedostrzegalny sposób, że w bardziej świadomych tego krajach mówi się wprost o "amerykańskim imperializmie kulturalnym" - jest jedno zjawisko, które dotyczy bezpośrednio naszej Uczelni. Chodzi o niszczenie polskiego słownictwa naukowego i technicznego przez zastępowanie istniejącej polskiej terminologii określeniami angielskimi oraz przez nie staranie się o znalezienie polskiego określenia dla nowo pojawiającego się terminu angielskiego. Nie zawsze jest to - szczególnie to drugie - sprawą prostą, ale nagminne są też przypadki drastyczne wynikające tylko ze zwykłego lenistwa i bezmyślności.

Najbardziej typowym przykładem takiego zachowania się jest tłumaczenie angielskiego terminu technology jako technologia. Nawet nie tłumaczenie, a powtarzanie za pierwszym nieudacznikiem, który nie zadał sobie trudu pomyśleć o co chodzi... W ten sposób pojawiły się w literaturze wszelkie technologie - górnicze, hutnicze itd. (wystarczy spisać po kolei nazwy wydziałów AGH). A przecież tu chodzi o techniki, w których ramach mogą być ewentualnie rozważane różne technologie.

Sytuacja jest dość śmieszna, bo angielski termin technology należy tłumaczyć jako technika, a angielski wyraz technique jako technologia lub metoda (o ile pozostaniemy w sferze nauk technicznych i nie będziemy zajmować się techniką gry na fortepianie czy jazdy na nartach). Sądzę, że zdenerwowany moją "przekorą" Czytelnik od razu sięgnie do słownika lub encyklopedii, aby sprawdzić czy aby nie przesadzam. Pozwalam więc sobie zaoszczędzić trudu wszystkim niewiernym.

W "Słowniku naukowo-technicznym angielsko-polskim" można odczytać, że technology to technika, nauki techniczne oraz że termin technique oznacza umiejętność, technikę (wykonania). To samo źródło tłumaczy technological progress jako postęp techniczny. Nowa (6-tomowa) Encyklopedia Powszechna PWN podaje w haśle "Technika", że jedno z podstawowych znaczeń tego terminu określa "tworzone przez człowieka środki materialne i składające się na wiedzę techniczną reguły posługiwania się tymi środkami oraz ich projekty stosowane do zdobywania, przekształcania i wykorzystywania dóbr materialnych...". W dalszej części tego hasła można przeczytać jednoznaczne: angielski termin technology odpowiada pojęciowo polskiemu terminowi technika. Tam też podano wielki chronologiczny wykaz osiągnięć techniki, w którego ostatniej części figurują takie pozycje jak tranzystor, zegar atomowy, magnetowid, układy scalone, laser, mikroprocesor, komputer osobisty, płyta kompaktowa. Wszystko to, i inne podobne wynalazki, nasi leniwi naukowcy nazywają - za literaturą anglojęzyczną - high technology (HT) zamiast mówić po prostu "najnowsze osiągnięcia techniki" lub podobnie (byle po polsku!).

Przy okazji warto przyjrzeć się dokładniej definicji słowa "technika". "Słownik wyrazów obcych" podaje, że pochodzi ono od greckiego wyrazu techne oznaczającego "sztukę, rzemiosło" i oznacza "ogół środków i czynności wchodzących w zakres działalności ludzkiej, związanej z wytwarzaniem dóbr materialnych." To samo źródło informuje, że termin "technologia" pochodzi od greckich słów techne i logos (zbiór, rozum i in.) i oznacza "metodę przetwarzania dóbr materialnych w dobra użyteczne; także: wiedzę o tym procesie." Bardziej na nazwanie "technologią" zasługuje jeszcze inny, bardzo też ostatnio popularny, termin angielski - know-how, który ten słownik wyjaśnia jako "suma wiedzy technicznej i technologicznej koniecznej do wytwarzania określonego wyrobu". Całe zamieszanie powiększył jeszcze jeden angielski (amerykański) termin engineering, który po spolszczeniu stał się inżynierią i w ten sposób mamy już kompletny bełkot w języku polskim i "bardzo nowoczesne" przedmioty w stylu "Inżynieria zarządzania", "Inżynieria produkcji", "Inżynieria medyczna" itd.

Trzytomowy "Słownik języka polskiego" podaje, że technika to Ňdział cywilizacji i kultury obejmujący środki materialne i umiejętności posługiwania się nimi, umożliwiające człowiekowi celową działalność gospodarczą i opanowywanie przyrody." Jak widać, poszczególne definicje bardzo różnią się od siebie. Ale myślę, że w umysłach tysięcy wychowanków naszej Uczelni - wykształconych w duchu kultury europejskiej - różnica pomiędzy techniką a technologią jest jasna: technika to jak się coś wytwarza, jakimi urządzeniami lub narzędziami, przy użyciu jakich surowców i procesów, natomiast technologia to parametry pracy tych narzędzi lub parametry procesów (nacisk, ciśnienie itp.).

Obszerną dyskusję na temat definicji terminu "technika" można znaleźć w przygotowywanej do druku przez Wydawnictwo "Śląsk" książce angielskiego profesora Paula Lowe'a The Management of Technology. Ciekawe jaki tytuł będzie ona miała w języku polskim: prawidłowy Zarządzanie techniką (są już przedmioty o takiej nazwie na naszej Uczelni) czy nieprawidłowy Zarządzanie technologią? Otóż Lowe pisze w pierwszym rozdziale, że wszyscy ciągle mówią o technice i że termin jest już tak rozpowszechniony, że nikt nie zwraca uwagi na jego znaczenie. Potocznie przyjmuje się, że technika to środki, przy których pomocy człowiek panuje nad swoim otoczeniem. Pierwsza rzecz, jaką należałoby powiedzieć o technice, że nie ma ogólnie przyjętego znaczenia tego słowa - czegoś w rodzaju terminu matematycznego lub stałej fizycznej.

Lowe lokuje technikę w szeregu "nauka-technika-technologia-produkcja przemysłowa-rzemiosło" i przytacza - za innymi autorami - szereg różnych jej definicji. Jedna definicja mówi, że technika to zasób wiedzy dotyczącej głównie produkcji dóbr i usług. Inna głosi, że technika to coś więcej niż zwyczajne wykorzystywanie uzyskanej wcześniej wiedzy naukowej i że technika to wiedza o technologiach, metodach i projektach, które zdają egzamin nawet wówczas, gdy nie da się wyjaśnić - a czasami to się zdarza - przyczyn dlaczego one sprawdzają się w praktyce. Postęp techniczny nie wymaga koniecznie pełnej znajomości praw naukowych rządzących daną dziedziną techniki. Wiedza techniczna może być gromadzona metodą prób i błędów i z tego tytułu często wyprzedza naukowe wyjaśnienie danego zjawiska. Kolejna definicja traktuje technikę jako zbiór elementów wiedzy, zarówno praktycznej jak i teoretycznej, technologii, metod, procedur i urządzeń fizycznych, które tworzą tę wiedzę. Inna koncepcja techniki traktuje ją jako zbiór instalacji, maszyn, narzędzi i metod, dostępnych w określonym czasie dla realizacji danego zadania produkcyjnego.

Istnieją też szersze koncepcje techniki. Według jednej z nich, technika obejmuje trzy oddzielne rzeczy: urządzenia, technologię i organizację. Najszersza definicja mówi, że: "Technika to szeroki obszar celowego wykorzystywania dorobku nauk fizycznych oraz nauk o życiu i zachowaniu się człowieka. Obejmuje ona cały zakres problemów technologicznych, a także zagadnienia medyczne, rolnicze, menedżerskie i inne, wraz z całym ich wyposażeniem materialnym i niematerialnym."

W dalszej kolejności Lowe prezentuje swoje poglądy na technikę, rozpoczynając od definicji - technika to usystematyzowane wykorzystywanie reguł naukowych i wiedzy praktycznej do jednostek i systemów fizycznych. Tak pojęta technika składa się z sześciu elementów:

  1. Zespół reguł i praw naukowych.
  2. Określona grupa zastosowań.
  3. Określony zestaw wyrobów produkowanych przy użyciu określonych urządzeń.
  4. Specjalistyczna wiedza, wyrażona zbiorem technologii (metod) wykorzystywanych w pracach badawczych, pomiarach i praktycznych zastosowaniach techniki.
  5. Doświadczenie praktyczne.
  6. Organizacja, wyrażona strukturą i systemami.

Dalsze wywody zawarte w pierwszym rozdziale książki Lowe'a dotyczą sposobów opisywania i klasyfikacji techniki oraz jej zakresu. Nie będziemy się tym zajmować, gdyż ta książka ma mi służyć tylko do pokazania zasadniczej różnicy pomiędzy techniką i technologią. Może tylko jeszcze jeden cytat: "Poszczególne reguły naukowe i technologie często występują w wielu technikach. A co więcej - właściwy transfer technologii z jednej techniki do drugiej często przyczynia się do istotnego postępu technicznego." Proszę nie wołać "no właśnie" i pamiętać, że tłumacząc tekst Lowe'a zamieniłem technology na technikę a technique na technologię.

Nadrzędność techniki nad technologią wyraźnie widać w wydanym w 1997 r. Suplemencie do Encyklopedii Gutenberga, noszącym tytuł "Aktualizacje encyklopedyczne. Technika." Mamy tam m.in. hasła: "Technika izotopowa", "Technika w informatyce", "Technika w kosmosie", "Technika w medycynie", "Technika w rolnictwie", "Technika w transporcie", "Technika w wojsku", a tylko kilka technologii wyłącznie z zakresu rolnictwa (wprowadzonych widocznie przez jakiegoś zwolennika amerykanizmu w literaturze naukowej). Jak już jesteśmy przy "Wielkiej ilustrowanej encyklopedji powszechnej" Gutenberga, zobaczmy jak widziano definicje rozważanych terminów w Polsce lat 30. Otóż technika to "w ściślejszym znaczeniu środki i procedura przy wytwarzaniu jakiegoś wyrobu przemysłu lub rzemiosła", a technologia to "Nauka o przeróbce surowców na przedmioty użyteczne. Dzieli się na technologię chemiczną, zajmującą się przemianą chemiczną ciał, i technologię mechaniczną, zajmującą się zmianą kształtu." To jest dokładnie tak jak nauczono wiele pokoleń powojennych...

Moje niniejsze wystąpienie nie oznacza, że nie lubię amerykańskiej nauki czy amerykańskiej kultury. Wręcz przeciwnie - byłem zawsze i jestem nadal zafascynowany literaturą z mojej "działki" naukowej, w zasadzie zmonopolizowanej przez amerykańskie wydawnictwa. Jest rzetelna, konkretna i niestety... tylko nieliczne próby opublikowania moich prac w USA zakończyły się powodzeniem. Kontakty z profesorami z USA zaliczam do najprzyjemniejszych... (O kulturze się nie wypowiadam, bo to za szeroki temat i nie mój obszar, ale może kiedyś...). Zastanawiam się tylko, czy niniejsza prośba coś zmieni, jeśli setki dziennikarzy i publicystów mówią i piszą nieustannie - posługując się bezmyślnie materiałami anglojęzycznymi - technologia zamiast technika a ich słuchaczami i czytelnikami są miliony Polaków? Czy pomoże coś poprawność grupki autorów haseł encyklopedii i słowników lub nawet małej grupy nauczycieli akademickich?

Kto nie wierzy w to co powyżej napisałem, niech uda się do swego dziekana po delegację i parę franków francuskich i wyprawi się do Paryża. Tam nowoczesną linią metra nr 14 (bez motorniczego, sterowaną komputerowo) dojedzie do jeszcze nowocześniejszej Biblioteki Narodowej, ufundowanej przez Prezydenta Mitterranda. Ma ona postać czterech wieżowców w kształcie otwartych książek, z lasem zasadzonym po środku - w jednym z nich, zawierającym literaturę techniczną znajdzie przy wejściu wielkie napisy: TECHNIQUE (po francusku), TECHNOLOGY (po angielsku), TECHNIK (po niemiecku) i TECNICA (po włosku). Co tam dopiszą kiedyś dla polskich czytelników?